Autor: Izabella Janowicz Cąpała
Co dzieje się z miłością? Jak funkcjonuje w związkach, w parach, a także w relacjach między dziećmi a rodzicami?
Rzadko terapeuci stawiają takie pytania. Zwykle skupiamy się na tym, co nie działa. Docieramy do traum, analizujemy mechanizmy obronne, które często funkcjonują w sposób dysfunkcyjny. Jednak mechanizmy obronne to zupełnie inna kwestia, wymagająca osobnej pracy.
Zamiast tego chciałabym skupić się na losach miłości. Ostatnio wysłuchałam wykładu brytyjskiej psychoanalityczki Mary Morgan, która mówiła o miłości. Zauważyła ona, że większość par funkcjonuje na poziomie -L, co oznacza, że klimat emocjonalny w relacji staje się negatywny. Ludzie nie odchodzą od siebie, lecz pozostają razem w ujemnej atmosferze.
Z mojej perspektywy taka negatywna atmosfera w związku to atmosfera lęku, rozżalenia oraz ogromnego rozczarowania sobą nawzajem i wspólnym życiem. Wzajemny zachwyt, zaangażowanie i nadzieje przekształcają się w rozżalenie i oskarżenia, a partnerzy zaczynają wyliczać sobie doznane krzywdy.
Powody wzajemnych oskarżeń są różne, ale wspólnym mianownikiem wydaje się nadzieja na zmianę, która może być wyrazem miłości. Wiele osób wierzy, że „jeśli dobrze wszystko wytłumaczą”, ich partner się zmieni i stanie się innym człowiekiem. W takich momentach pytam moje pary, czy kiedy się zakochiwali, ich partnerzy byli inni oraz czy teraz wydarzyło się coś niezwykłego. Zwykle okazuje się, że nie byli inni. To my wchodziliśmy w relację z osobami, których w pełni nie akceptowaliśmy. W głębi serca tkwiła nadzieja, że partner się zmieni.
Jeśli tak, to czy była to prawdziwa miłość od początku? Może nadszedł czas, aby na nowo pokochać człowieka, który jest obok mnie, z którym dzielę swoje życie? Nie zawsze jest to możliwe. Czasami rozbieżności między rzeczywistością a oczekiwaniami są zbyt duże, co uniemożliwia akceptację. Wtedy para zaczyna myśleć o rozstaniu. Praca w terapii polega wówczas na przeprowadzeniu jej przez ból straty oraz proces akceptacji, że relacja stała się niemożliwa.
Jednak czasem udaje się rozpocząć proces ponownego zakochiwania się w sobie, czyli prawdziwej akceptacji drugiej osoby. Jest to proces równie trudny jak żałoba po rozstaniu, ale bywa możliwy. Jak mówi Mary Morgan, aby pokochać, trzeba uznać i przetrawić wzajemną złość oraz rozczarowanie. Miłość to akceptacja wzajemnych wad i trudności. Czasami pary potrzebują długiej pracy w terapii, by przyjąć tę prawdę.
Myślę, że pary, które przychodzą na terapię, to te, w których nie zniknęła nadzieja na miłość. A to już jest bardzo dużo. Sama gotowość do szukania pomocy może być wyrazem tego, że uczucie wciąż chce przetrwać.
