Skip to main content

Blog

O sensie życia....tuż przed jesienną szarugą

Zrywam ostatnio kiście winogron dla przyjaciół i znajomych, rozdaję je...żeby się nie zmarnowały. Tak będzie jeśli zostaną na krzaku. Gdy pojawiło się wokół mnie pytanie: po co to wszystko, jaki to życie ma sens, do mnie przyszła odpowiedź: nie po co tylko JAK?

Cóż można zrobić gdy już jest, już mamy to życie? Jaki jest sens pytać po co krzew winorośli rodzi tyle bordowych, pięknych gron? Rodzi, bo warunki sprzyjały, tego lata mocno grzało słońce. Krzew "ustalił", że można świat wypełnić sobą. I jest. Dużo tego owocu. Tylko co teraz? Można zmarnować. Albo można obdzielić innych ku ich przyjemności smakowania i naszej - niemarnowania. A może też dawania, dzielenia się.

Dlatego zrywając winogrona przyszło mi do głowy, że pytanie o sens...sensu nie ma. Ma za to wielki sens pytanie jak nie zmarnować.

Jesień sprzyja rozważaniom: po co? Z wielu powodów. 1go listopada stajemy nad grobami naszych zmarłych. To dla wielu mocne i żywe doświadczenie, rodzące różne, często bolesne uczucia.

Wszystko wokół obumiera.

Dzień się skraca, mniej słońca, mniej aktywności? z fizjologicznego punktu widzenia dla człowieka to niekorzystna sytuacja. Być może jednak jeszcze trudniejsze to dla psychiki - chłodny wiatr, wilgoć, mrok czynią naszą codzienność niewygodną, nieprzyjemną. Jeśli w ogóle jesteśmy w punkcie życia, z którego nie jesteśmy zadowoleni - jesienna aura wzmacnia to poczucie "nieszczęścia". A gdy nam źle... rodzi się pytanie: po co mi to wszystko?

Pozornie wyjątek stanowią osoby, które pytają o sens właśnie wtedy, gdy uda im się to, o czym marzyły. Tylko pozornie, bo to oznacza, że pękła jak bańka mydlana iluzja, w którą wierzyły. Gdy gna nas do realizacji iluzji /o władzy, pozycji, karierze, partnerze, dziecku - czymkolwiek, co ma nam dać szczęście/ i uda się nam ją zrealizować, może się zdarzyć, że w głowie zaświta jakże rozczarowujące pytanie: i co? I to wszystko? Nic więcej już nie będzie? Stało się, ma...i wcale mnie to nie cieszy. Po co się starać, skoro coś, w czym widzieliśmy sens nas nie uszczęśliwia. Jest nam źle w dwójnasób: jest źle i jesteśmy pogubieni.

Właśnie. Pytanie o sens życia rodzi się, gdy czujemy, że jest nam niedobrze i jesteśmy w tym poczuciu bezradni. Człowiek zadowolony z siebie i swojego życia na ogół nie zadaje tego pytania. Cieszy się, że JEST i może doświadczać dobrych rzeczy. Po prostu chce, żeby trwały, żeby działy się następne dobre rzeczy. Wie, jak to zrobić.

Jeśli potraktujemy pojawiające się pytanie o sens jako miernik naszego niezadowolenia, otwierają się przed nami szanse na zmianę. Pytanie JAK żyć zamiast PO CO żyć zmienia zasadniczo perspektywę. Bo to oznacza, że jeszcze nie wiemy jak żyć, żeby było nam lepiej. Czego nam brakuje? Czego potrzebujemy, żeby czuć się lepiej? Czego trzeba się nam nauczyć, żeby żyć inaczej?

Jak nie zmarnować Życia, które już mamy?